
Szanowni Państwo
Przedstawiam wam moją książkę pod szokującym tytułem: „Odkryłem tajemnicę raka”. W książce tej przedstawiam dużo interesujących faktów z dziedziny medycyny i innych. Wielu ludzi na pewno zapyta, jak to jest możliwe, że jakiś człowiek nie związany z medycyną mógł odkryć tajemnicę raka, kiedy tysiące instytutów badawczych na całym świecie od wielu lat bezskutecznie szuka odpowiedzi na zasadnicze pytanie – czym jest rak i w jaki sposób powstaje. Ja odkryłem tą tajemnicę dzięki temu, że nie byłem studentem medycyny. Gdybym skończył Akademię Medyczną, – miałem to szczęście, że nie musiałem kroić żabek – przyjął bym wykłady profesorów za pewnik i nigdy bym się nie zastanawiał nad ich treścią.
Zacznijmy może od początku.
Urodziłem się 9 marca 1942 roku w Poznaniu. W 1966 roku ukończyłem Szkołę Morską. Przez 15 lat pracowałem na morzach i oceanach, początkowo jako marynarz, później jako oficer. Opłynąłem Nordkapp oraz Przylądek Dobrej Nadziei. Z tamtego okresu pozostało wiele wspomnień: trzęsienie ziemi w Casablance, sztormy na Biskaju, udział w akcji ratowniczej członków załogi tonącego jachtu. Oglądałem ruiny Pompei, podziwiałem Wielką Piramidę, muzeum w Kairze, na wyspach kanaryjskich księżycowy pejzaż Lanzarote, zwiedziłem Paryż, Londyn, w Kopenhadze szalałem w Tivoli. We Francji piłem wino francuskie, w Szkocji szkocką – choć bywało i odwrotnie – słuchając melodii Elvisa Presleya, Deana Martina, Toma Jonesa, Engelberta Humperdincka, czy Franka Sinatry, a sam również śpiewałem „Ramonę” dobrze po północy w „Sunset Bar” na Złotym Wybrzeżu w Afryce. Najpiękniejsze wschody słońca podziwiałem na Oceanie Indyjskim, na którym również obserwowałem niezwykłe „koła” na wodzie. Zbierałem grzyby w Finlandii, łowiłem ryby w Szwecji, ale najbardziej lubiłem pływać do starej dobrej Anglii. Życzliwość mieszkańców tego kraju oraz niepowtarzalny urok małych historycznych miasteczek zastawiły niezatarte wspomnienia.
W 1981 roku zrezygnowałem z pływania i zająłem się drobną wytwórczością.
Radiestezją interesowałem się amatorsko od połowy lat siedemdziesiątych. Wtedy też kupiłem wiele książek z tej dziedziny. Wahadełko traktowałem z początku jako zabawę. Robiłem przy jego pomocy wiele doświadczeń, pogłębiając nieustannie umiejętności.
Kiedy w 1983 roku w Dzienniku Ustaw ujęto nowy zawód: rzemieślnik-radiesteta, postanowiłem otworzyć zakład radiestezyjny. Wiedziałem, że przygotowanie do takiej działalności mam dobre, ponieważ byłem prywatnym uczniem pana Zbigniewa Zbiegieni, nestora polskiej radiestezji, dzięki któremu ta dziedzina rozwinęła się w Polsce dość szybko. Jednym z większych dokonań pana Zbiegieniego było teleradiestezyjne odkrycie dużych złóż siarki w Iranie, a pobudowane wówczas kopalnie istnieją do dziś.
W początkowej fazie działalności zajmowałem się zabezpieczaniem mieszkań przed szkodliwym wpływem promieniowania żył wodnych, mebli, ścian, dywanów itp. Wskazywałem ile żył wodnych przebiega pod mieszkaniem, określałem na wykresie stopień ich szkodliwości oraz zakładałem swój odpromiennik neutralizując wszelkie negatywne promieniowania.
Przy okazji zabezpieczania mieszkań, wielu ludzi pytało mnie o zestawy ziół na różne dolegliwości. Pragnąc pomóc zleceniodawcom w ich problemach zdrowotnych, spisałem wszystkie zioła dostępne w sklepach zielarskich i rozpocząłem tworzenie odrębnych zestawów dla każdego pacjenta. Tak też czynię do dziś.
Prof. dr Medycyny Alternatywnej
Zbigniew Wiśniewski
KARTA LECZENIA KOMPLEKSOWEGO
Nazwisko…………………………………………….imię………………………………………………..wiek…………..
…………..m………………………………………….ul…………………………………………………..nr………………….
AWITAMINOZA:
A, B1, B2, B5, B6, B12, B15, B17, C, Ch, D, E, F, H, I, K, M, PP, U
CHOROBY:…………………………………………………………………………………………………………………………
…………………………………………………………………………………………………………………………………………….
…………………………………………………………………………………………………………………………………………….
Jeść codziennie, tak długo jak zioła:
1.Warzywa – wyłącznie na surowo, (początkowo gotowane): cebula, szczypiorek, czosnek, burak, koper, rzeżucha, por, seler, czarna rzepa, chrzan (ćwikła), marchew, rzodkiewka, kalafior, pietruszka(natka),pomidor, papryka, ogórek (świeży, kiszony), kapusta(słodka, kwaszona) i inne.
4-5 warzyw codziennie, ciągle zmieniać !
Przepis: zetrzeć na tarce, zmieszać, doprawić do smaku solą, pieprzem, cukrem, olejem słonecznikowym, ketchupem, (w wyjątkowych wypadkach śmietaną lub majonezem).
KONIECZNIE dodać zestaw przypraw zamieszczony na następnej stronie, celem łatwego przyswojenia bez boleści.
UWAGA !!! Surówki z różnych warzyw z przyprawami codziennie, do końca życia !!!
2. Owoce (kompoty, dżemy) śliwki, wiśnie, truskawki, maliny, czarna porzeczka, orzechy włoskie
3. Grzyby – pieczarki, na surowo ……….razy w tygodniu…………………dag.
4. Ryby – dorsz, makrela, inne wędzone…..razy w tygodniu……………….dag.
5. Sok wielowarzywny i karotka, (Fortuna ) – ……x dziennie,…….szklank …….. .miesięc.
6. Miód – 1 łyżka……łyżki płatków owsianych…….łyżki otrębów pszennych (lub 6 ł.műsli), zalać letnią przegotowaną wodą, dolać 2 łyżki soku z malin i 2 z czarnej porzeczki, dodać: 2 łyżeczki sproszkowanych migdałów, zmieszać, jeść po 15 – 20 minutach, .1.x..dziennie, przez……. miesięc Potem 2 – 3 razy w tygodniu do końca życia !!!
7. Sproszkowane siemię lniane zażywać……x dziennie……łyżeczk przez…….. miesiąc , popić wodą.
Uwaga! Osoba chora je to co zaleciłem a oprócz tego, je wszystko na co ma ochotę, stosując w początkowej fazie dietę lekkostrawną, mięso drobiowe i ryby gotowane, dużo kasz(pęczak, gryczana) oraz ryż. Potem powoli przechodzić na surowizny; 1-2 plasterki cebuli, za 4-5 dni 3-4 plasterki itd.
8. Zestaw przypraw:
Anyż, bazylia, cząber, estragon, gorczyca, imbir, lubczyk (korzeń), kminek, koper (nasienie), kozieradka, majeranek, tymianek.
Wskazane przyprawy kupić w sklepie spożywczym lub zielarskim po 20 g, sproszkować w młynku do kawy, zmieszać do jednego pojemnika (zamkniętego) i używać codziennie….1/2…..łyżeczki – na talerz – do ciężko strawnych posiłków, np. obiad, surówki, bigos, jajecznica na boczku z cebulą itp. – przez 1 rok. Po roku – według uznania i smaku – wszystkie podane do końca życia! Można również zażyć podaną ilość bezpośrednio, przed lub po posiłku – popijając wodą lub ziołami.
UWAGA !Przypraw nigdy nie gotować! Dodawać do posiłku po ugotowaniu!
9. Zioła do wewnątrz w formie naparu:
……………………………………………………………………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………..……………………………………………………..
Przepis: podane wyżej zioła kupić w sklepie zielarskim, po 1 opakowaniu 50 g, zmieszać, 1 czubatą łyżkę ziół zalać szklanką wrzątku, odczekać 50-60 minut, przecedzić, dodać G-V, wypić 3 szklanki dziennie po posiłku (lub w trakcie) przez okres………..miesięcy.
UWAGA! Ziół nie wolno parzyć w termosie na cały dzień! Za każdym razem parzyć nową szklankę. Jeśli wszystkich ziół się nie dostanie, używać te co są, potem można domieszać!
10. Zioła na zewnątrz w postaci kąpieli, okładów, inhalacji, nasiadówek, itp.:
……………………………………………………………………………..……………………………………………………..
Przepis: do 2-3 litrowego garnka wrzącej wody, wrzucić 10 łyżek ziół, wyłączyć gaz, zamieszać, przykryć garnek pokrywką, odczekać 60-120 minut, przecedzić i wlać do kąpieli. Przebywać w wodzie ciepłej 20-40 minut………….razy w tygodniu, przez okres……………miesięcy. Jeśli po kąpieli wystąpią czerwone place na skórze, nie przejmować się, to efekt czyszczenia organizmu. Można te miejsca posmarować delikatnie oliwą (słonecznikową lub z oliwek) a skóra po pewnym czasie wróci do normalnego wyglądu.
11. Przepis na stosowanie „Guttae – Vitae” (Kropli Życia)
3 x dziennie ……… kropli do przecedzonych ziół po jedzeniu przez ………….. dni, potem
3 x dziennie ……… kropli „ przez …………. dni, następnie,
3 x dziennie ……….kropli przez ……. miesięcy
Wszelkie konsultacje wyłącznie telefonicznie, najlepiej po godzinie 2000.
Uwaga! G-V przechowywać w lodowce na dole w drzwiach.
Lekarstwa przepisane przez lekarza zażywać wg jego wskazówek.
Potem w razie potrzeby ograniczać, aż do całkowitego odrzucenia.
Zioła pić wolno, łyczkami przez 1 godzinę, np.: 7-8,13-14,20-21.
Prof. dr Medycyny Alternatywnej
Zbigniew Wiśniewski
Od samego początku na Karcie Leczenia Kompleksowego – której wzór jest zamieszczony wyżej – umieściłem symbole witamin. Zacząłem sprawdzać radiestezyjnie stan witamin w organizmie każdego z pacjentów. Po pewnym czasie stwierdziłem, że powszechnie głoszona prawda o tym iż witaminy ma się zawsze, ewentualnie znika ich trochę na wiosnę, nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ludziom brakuje witamin od urodzenia do śmierci! Jest to spowodowane niewłaściwym odżywianiem. Ludzie XX i XXI wieku jedzą byle co, byle jak i byle gdzie. Nie dbają o dostarczenie organizmowi prawidłowego pokarmu, myśląc o wartościach energetycznych, zapominają o właściwościach odżywczych. Jedzą, a nie odżywiają się. Tymczasem powinni dostarczać swojemu organizmowi takie produkty, które pozwoliłyby na zregenerowanie wszystkich komórek ciała.
Człowieka nie odżywia to co on zje ale to co jego organizm sobie przyswoi!
Uszeregowałem symbole witamin według alfabetu:
A, B1, B2, B5, B6, B12, B15, B17, C, D, E, F, H, K, M, PP, U
Dodałem potem _ cholinę –Ch, oraz inozytol – I, jako witaminy.
Jeśli wiemy, że przyczyną powstawania chorób jest brak witamin, postawiłem sobie zadanie: sprawdzić stan witamin w danym organizmie. Oto do jakich rezultatów doszedłem po pewnym czasie:
- założenie, że my – ludzie mamy w swoich organizmach wystarczającą ilość witamin i tylko na wiosnę występuje pewien niedobór, jest założeniem z gruntu fałszywym. Ludzie po prostu witamin nie mają bez względu na porę roku.
- Mały brak witamin powoduje małe choroby, duży brak witamin – duże choroby, a bardzo duży brak witamin to bardzo duże choroby. Jest to tzw. awitaminoza absolutna (a-a), która jest przyczyną wszystkich schorzeń, tzw. nieuleczalnych.
- Brak witamin jest przyczyną wszystkich chorób.
- Wraz z upływem wieku, niedobór witamin pogłębia się.
Setki ludzi przewinęło się przez mój gabinet, a żaden z nich nie miał przeprowadzonego testu braku witamin w organizmie. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: świat medycyny akademickiej tego nie robi. Sprawdza się morfologię (Hb, E, Ht, L, Tr, OB) oraz biochemię (mocznik, kreatyninę, sód, potas, wapń, Alat, Aspat, bilirubinę, itp.). Jest dla mnie oczywiste, że przeprowadzone testy są dla przedstawicieli medycyny akademickiej podstawą do prowadzenia leczenia objawowego. Nie zleca się jednak testu moim zdaniem podstawowego, którym jest stwierdzenie braku witamin w organizmie człowieka.
Wielu pacjentów pyta mnie, skąd wzięło się moje zainteresowanie ziołolecznictwem. Otóż w 1975 roku spotkałem pana Jana, który pochodził z Wołynia i mieszkał niedaleko miejscowości, w której działał jako uzdrowiciel, szeroko znany, tzw Mąż Boży. Pan Jan opowiadał mi trochę o działalności tego cudotwórcy, do którego przyjeżdżały tysiące ludzi z okolicznych wiosek po pomoc. Wszystkim pomagał bezinteresownie, choć pacjenci (bo tak można ich nazwać), dawali mu drobne datki oraz żywność w podzięce. Mąż Boży stosował w swojej praktyce działanie wielostronne, sam robił tajemnicze mikstury, maści ziołowe wszelkiego rodzaju, leczył zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie. Idealnie nastawiał złamane kończyny, dezynfekował poszarpane rany z wypadku i bandażował je z różnymi maściami itd. a niezwykły dar cudotwórcy oraz leczenie naturalne powodowało bardzo szybki powrót do zdrowia.
Pan Jan opowiedział mi przypadek którego był świadkiem, kiedy towarzyszył swojej matce, która pojechała do uzdrowiciela z problemem układu krążenia. Czekając w kolejce na wejście do chaty po poradę, zauważył podjeżdżający wóz z sianem, na którym leżał kilkunastoletni chłopak, sparaliżowany od 4 lat, z niewiadomych przyczyn. Mąż Boży zagotował w wiaderku wodę, do której dosypał kilka garści rozmaitych ziół. Za pół godziny polecił swojemu pomocnikowi napełnić ciepłą wodą dużą drewnianą beczkę stojącą w rogu podwórza, dolał napar ziołowy i poprosił aby rodzina wsadziła sparaliżowanego chłopca do tej beczki. Uczyniono to. Za około godzinę, paraliż puścił i chory opuścił beczkę o własnych siłach choć ze zrozumiałych względów z pomocą rodziny, gdyż oczywiście mięśnie miał wiotkie. Jaka jest więc potężna siła tkwiąca w niewinnie wyglądających roślinach i kwiatach? Nie tylko pięknie wyglądają i cudownie pachną ale i zarazem leczą. Im dłużej pomagam chorym, tym coraz bardziej jestem zaszokowany mądrością Boga! To Geniusz do miliardowej potęgi!
Radiowitalność
Niezwykle ważną informację przeczytałem w książce pani dr Kingi Wiśniewskiej-Roszkowskiej pt. „Medycyna w walce ze starością”. Cytuję:
(-)”Już kilkadziesiąt lat temu stwierdzono, że żywe komórki wysyłają promieniowanie, które z ich śmiercią zanika. Tę tajemniczą, nie dość jeszcze poznaną właściwość ustrojów żywych, jak również pokarmów, francuski inżynier Simoneton nazwał radiowitalnością, usiłując ocenić ją w pomiarach. Pozwolę sobie przytoczyć pewne dane z książki tego autora, choć zastrzegam, że badania te i ciekawe teorie nie uzyskały jeszcze aprobaty naukowej.
Trzeba tu przypomnieć, że promienie o długości fali między 0 a 3000 Angstremów są szkodliwe dla ustrojów żywych (promienie radu, toru, uranu, Roentgena i inne). Między 3000 a 4000 Ă mieści się promieniowanie ultrafioletowe, a spektrum słoneczne (światło kolorów tęczy) ma długość fali od 4000 do 9000 Ă, a dalej idą już fale długie.
Ustroje wyższych zwierząt i ludzi wydzielają za życia promieniowanie o długości fali około 6500 Ă. Simoneton uważa, że pożywienie powinno współdziałać radioaktywnie z promieniowaniem właściwym dla danego ustroju. Zdrowe i cenne są te produkty, które udzielają tkankom swego promieniowania o wyższej długości fali.
Najwyższą radiowitalność mają: surowe owoce i warzywa, świeże zboże i mąka, owoce oleiste, orzechy i soja (długość fali około 9000 Ă). Nieco niższą mleko i produkty mleczne, przy czym mleko prosto od krowy ma długość fali około 6500 Ă, ale już zsiadłe tylko 4000 Ă.
Owoce wydłużają swą falę w miarę dojrzewania (również po zerwaniu z drzewa), ale warzywa po wyjęciu z ziemi stopniowo tracą radiowitalność. Mięso bezpośrednio po uboju ma również radiowitalność rzędu 6500 Ă (jak ciało zwierzęcia), lecz już w ciągu kilku godzin traci ją i zamienia się w produkt „martwy”. Wysoką (9000 Ă) i bardzo trwałą radiowitalność ma zboże (nawet znalezione w piramidzie egipskiej miało jeszcze około 3900 Ă). Jajka przechowywane dość szybko obniżają swą początkowo dość wysoką radioaktywność. Sery fermentowane, biały chleb, mięso gotowane, wędliny, kawa, czekolada, herbata, konfitury, mają bardzo niską radiację (0-3000 Ă). Konserwy puszkowe, margaryna, wódka, likiery, to produkty „martwe”, nie wykazujące żadnej radiacji.
Przechowywanie, suszenie i gotowanie bardzo obniża lub w ogóle niszczy radiację pokarmów. Ciekawe jednak, że suszone produkty po namoczeniu w wodzie w dużej mierze odzyskują swą poprzednią długość fali – i tak np. napary z ziół wykazują radiację 7-9000 Ă.
Simoneton podkreśla, że długość fali promieniowania własnego człowieka zmienia się z rodzajem pożywienia i stanu zdrowia. Przy żywieniu się głównie mięsem i produktami „martwymi” radiowitalność organizmu wyraźnie się obniża. Ludzie chorzy np. na gruźlicę czy raka, również mają niższe poziomy promieniowania. Według teorii Simonetona, aby zwalczyć bakterie (które wykazują przeciętnie 3-6000 Ă), trzeba mieć własną radiację wyższą od ich promieniowania. Człowiek o wysokiej radiowitalności, skutecznie zwalcza radiacje niższe – nawet rentgena i radu. Człowiek taki jest odporny i zachowuje zdrowie.
Autor mierzył również radiacje niektórych leków. Według tych pomiarów penicylina ma promieniowanie o długości fali 8500 Ă, streptomycyna 8000 Ă, leki homeopatyczne 4-8000 Ă, leki allopatyczne (chemiczne) najczęściej 0.”
Byłem wprost zaszokowany treścią kilku tych niezwykle cennych zdań. Doprawdy trudno zmieścić tak wiele treści w tak małej ilości słów. Moim zdaniem, sprawa wygląda następująco. Rodzi się zdrowe dziecko, które ma 7000Ă. Jest oczywiste, że znaczna część dzieci rodzi się z obniżoną radiowitalnością ze względu na niedobór witaminowy, ale pozostańmy przy 7000Ă.
Wraz z upływem wieku, witalność ta (będę posługiwał się również tym terminem) osiągnie, np. w wieku 20 lat, poziom 6000Ă. Człowiek jest jeszcze sprawny, ma silny układ odpornościowy, nie ma problemów ze zdrowiem.
Gdy organizm dobiega czterdziestki, poziom sił witalnych obniża się do 5000Ă, zaczynają się więc drobne schorzenia. U człowieka sześćdziesięcioletniego poziom ten wynosi już tylko około 4000Ă. Wtedy zaczynają się poważne choroby, niejednokrotnie tzw. nieuleczalne. Z chwilą, kiedy witalność osiągnie poziom 3000Ă – między 60-80 rokiem życia – następuje śmierć.
Dlaczego więc spada witalność człowieka? To oczywiste – ponieważ spożywa on nadmierną ilość produktów martwych w zakresie od 0-3000Ă.
Można więc człowieka porównać do akumulatora, który trzeba nieustannie doładowywać odpowiednio wyższymi poziomami radiacji tak, aby poziom ten nigdy nie spadł poniżej 6000Ă, a zawsze utrzymywał się ciągle pomiędzy 6000 a 7000Â. Te wysokie wibracje ludzkiego ciała eterycznego, zabijają bezwzględnie wszystkie bakterie i wirusy. Wprawdzie autor nic nie pisze na temat wirusów, ale moim zdaniem, również one muszą być niszczone w tym zakresie, ponieważ są także białkami.
Jeśli chcemy naładować akumulator samochodowy jest oczywiste, że będziemy dostarczali prąd o wyższym natężeniu. W wypadku człowieka będą to: surowe warzywa, owoce oraz zboża, których długość fali wynosi około 8500-9000Ă. Jak potężna jest siła witalności w nich zawarta, świadczy fakt znalezienia w piramidzie egipskiej zboża, które miało radiację 3900Ă. Jeszcze więcej – niektóre z tych ziaren, wsadzone do ziemi, wykiełkowały!
W akumulatorze występują dwa czynniki umożliwiające jego prawidłową pracę: elektrody i elektrolit. Jeśli elektrolit spadnie poniżej określonego poziomu, nastąpi zasiarczenie elektrod i wtedy akumulator nadaje się do wyrzucenia. Można go próbować uratować, wylewając stary, a wlewając nowy elektrolit. Potem trzeba jednak rozładować akumulator do 0, a następnie bardzo długo, wolno, ładować prostownikiem. Niekiedy taka czynność okazuje się skuteczna i akumulator jest uratowany. Jego moc jest jednak znacznie obniżona i właściciel musi się liczyć z tym, że po krótkim czasie akumulator ten nie ruszy rozrusznika, trzeba więc będzie kupić nowy. Aby nie dopuścić do zasiarczenia użytkownik musi więc uzupełniać poziom elektrolitu wodą destylowaną i jednocześnie doładowywać codziennie alternatorem podczas jazdy.
Porównując w dalszym ciągu człowieka do akumulatora, niezmiernie istotnym jest więc fakt dostarczania codziennego posiłku o witalności 7000-9000 Ă tak aby poziom nie obniżał się. Zasiarczenie, to przykładowo cholesterol, rozładowanie akumulatora – to śmierć człowieka, a siła prądu alternatora to radiacja 8000-9000Ă, zawarta w warzywach, owocach, przyprawach i ziołach.
Jeśli napary z ziół mają tak wysoką witalność wykazując radiację 7-9000Ă, to właśnie dlatego powinniśmy je pić przez całe życie w postaci herbat z rumianku, mięty, dzikiej róży, itp. Jest ich wiele na rynku, można więc dowolnie wybierać, kierując się zmysłami smaku i zapachu.
Prewencja polega więc wyłącznie na utrzymywaniu naszego ciała na najwyższym poziomie witalności!
Chińczycy mają w swoim kraju tysiące ziół a słynna kuracja, polega na codziennym piciu innego ziela w formie herbaty (piją więc 365 ziół rocznie), czyż to nie znakomity przykład prewencji?
Wielu pacjentów wyniki ambulatoryjne ma dobre, ale bardzo kiepskie samopoczucie. Dotyczy to szczególnie kobiet w okresie przekwitania. W dobie dzisiejszej, przy tak wysokiej technice, opracowanie aparatu mierzącego witalność jest realne i możliwe. Chory wkładałby np. rękę do przyrządu który wykazuje pomiar jego radiowitalności, załóżmy 4800Ă. Powtórne testy np. po upływie miesiąca czy dwóch dałyby możliwość skontrolowania aktualnego stanu zdrowia. Podniesienie radiowitalności do poziomu 5100Ă, – byłoby równoznaczne z prawidłowym leczeniem całego organizmu.
Poziomy radiowitalności w człowieku
Pragnę zaznaczyć, że w wypadku mojej karty leczenia kompleksowego, stronę pierwszą możemy porównać do uzupełniania elektrolitu, natomiast stronę drugą do niszczenia zasiarczenia oraz doładowania wyższymi energiami. Krótko mówiąc – pierwsza strona ma na celu uzupełnienie niedoboru witaminowego, natomiast druga – wprowadzanie prawidłowej organizacji pracy do schorowanych układów. Wielokierunkowe to działanie – nazwałem leczeniem kompleksowym.
Stosowanie zaleceń podanych na obu stronach służy podniesieniu maksymalnie szybko, witalności pacjenta. Proces ten jednak nie może trwać kilka dni czy tygodni. Leczenie jedzeniem i ziołami jest niestety długotrwałe, ponieważ każdy organizm ludzki ma określone ramy czasowe, możliwości przyswojenia właściwych produktów. Tak, jak następnego dnia po wsadzeniu ziarna do ziemi nie wyrośnie roślina, tak również nie przekopiemy ogródka jednym machnięciem łopaty. Na wszystko musi być czas. Czas siania, wzrostu, dojrzewania i zbierania…
Zdając sobie z tego sprawę, że przyczyną wszystkich chorób jest awitaminoza, proponuję choremu możliwość dostarczenia brakujących witamin maksymalnie szybko dwoma drogami:
- w formie posiłków: warzywa (soki), owoce, zboża, ryby, grzyby, przyprawy, napary z ziół,
- na zewnątrz, w postaci kąpieli ziołowych, nasiadówek, okładów z olejków eterycznych, przemywań itd. Setki pacjentów wyleczonych z wielu chorób, dziesiątki uratowanych od śmierci, są dowodem skuteczności leczenia kompleksowego..
Strona pierwszej mojej karty, ma na celu zlikwidowanie przyczyn, natomiast zalecenia podane na stronie drugiej, usuwają skutki, jest więc to leczenie przyczynowo-objawowe.
Scharakteryzuję teraz krótko poszczególne punkty tej karty:
- Likwidujemy awitaminozę, jedząc codziennie warzywa, najlepiej w formie surowej, ale jeśli stan chorego na to nie pozwala, początkowo dostarczamy warzywa gotowane (przez okres 2-4 tygodni). Jak społeczeństwo nasze nie jest przygotowane do jedzenia warzyw, świadczą telefony, które otrzymuję od pacjentów po 2-3 miesiącach kuracji: „Panie doktorze, czy ja jeszcze muszę jeść te surówki?”
Bez komentarza!
- Śliwki, wiśnie, truskawki, nie tylko dostarczają bardzo wielu witamin (wśród nich witaminę B12 i B17) i bioelementów, ale działając rozwalniająco, likwidują zaparcia. Maliny są owocami działającymi antybakteryjnie i antywirusowo oraz przeciwnowotworowo. Soki i owoce niezbędne są więc w leczeniu raka. Czarna porzeczka ma największą ilość witamin i bioelementów ze wszystkich znanych owoców w naszym układzie klimatycznym.
- O. A. Klimuszko podaje, że grzyby są naturalnymi antybiotykami i należy je spożywać codziennie w formie dodatków do zup, sosów itd. Bardzo możliwe, że pieczarki również cechuje ta właściwość. Rosną one wyłącznie na nawozie końskim, a zawierają: witaminy: B1, B2, B5, B6, C, D, E, K, M, PP oraz bardzo dużo bioelementów. W odróżnieniu od innych grzybów, pieczarka może i powinna być spożywana na surowo jako dodatek do surówek lub pokrojona w plasterki na chleb z masłem.
- Z ryb wędzonych wyodrębniono nitrozoaminy i stwierdzono, że są one rakotwórcze, gdy podano je myszom w ilościach przekraczających ich zdolność absorpcji. Jest to niezbyt logiczne działanie, mówiąc delikatnie, gdyż jeszcze nie zdarzyło się, żeby myszy zmarły po zjedzeniu ryby wędzonej, a nitrozoaminy podano w takiej ilości, że dla dorosłego człowieka odpowiednikiem jest masa 16 kg!! Czy normalny człowiek jest w stanie to wytrzymać? Oczywiście, że nie. Ten profesor, który opublikował te informacje, okłamał cały świat!
Złowioną rybę patroszy się, wkłada do solanki na kilka godzin, potem rozwiesza się na drutach nad paleniskiem, do którego wrzuca się różne gatunki drewna, łącznie z jałowcem, które nasączają mięso ryb fitoncydami. Ludzie od tysięcy lat w krajach skandynawskich, jedzą ryby wędzone bez żadnej szkody dla zdrowia. Moim zdaniem, ryby wędzone nie tylko nie szkodzą, ale są niezmiernie potrzebne dla naszego organizmu, natomiast witaminy C i E – neutralizują nitrozoaminy.
- Sok wielowarzywny zalecam wtedy, kiedy układ pokarmowy chorego jest tak zniszczony i nie ma mowy o przyjmowaniu surowych warzyw lub jeśli osoba chora leży w szpitalu i nie ma możliwości jedzenia surówek. Jakie posiłki przygotowuje się w szpitalach – wiedzą ci, którzy w nich przebywali jako pacjenci.
- O cudownych leczniczych właściwościach miodu nie trzeba nikogo przekonywać. Jeśli miód leczy rany zewnętrzne, jest oczywiste że musi również leczyć rany wewnętrzne całego przewodu pokarmowego. Natomiast płatki owsiane oraz otręby pszenne – tzw. „musli” – wzmagają perystaltykę jelit nie tylko u osób ze schorzeniami przewodu pokarmowego. „Musli” zalecam wszystkim pacjentom, ponieważ w swojej praktyce doszedłem do wniosku, że 95% ludzi ma chore przewody pokarmowe.
Doktor W. Kelock MD z Sanitarium of Michigan powiedział: (…) po zrobieniu 22 tysięcy operacji, mogę osobiście poinformować, że nigdy nie znalazłem jelita grubego normalnego i na 100 tysięcy nie ma więcej, jak 6% normalnych.
- Siemię lniane można spożywać w formie sproszkowanej lub płynnej. Płynna zalecana jest ze względu na śluz osłaniający wrzody na żołądku czy dwunastnicy, a sproszkowana działa stabilizująco na pracę całego przewodu pokarmowego. W jednym i drugim wypadku siemię lniane jako (Z) doprowadza do równowagi K-Z, stymulując pracę żołądka.
- Nasi przodkowie używali ziół trawiennych w swojej kuchni w bardzo szerokim zakresie, dlatego szlachcic mógł zjeść pół barana, popić 5 litrami miodu syconego i brzuch go nie bolał. Słynny Zagłoba na przykład zjadł kiedyś na śniadanie tuzin jaj, popijając garncem miodu. A teraz przychodzi do mnie ciężko chora kobieta i mówi, że: „zje suchą bułkę, popije wodą i tyje”. Wniosek jest dla mnie oczywisty, że ona nigdy nie ułatwiała pracy swojego przewodu pokarmowego używając ziół trawiennych. Cóż, możliwe, że mama jej tego nie nauczyła.
Przeciętna Polka ma w swojej kuchni: sól, pieprz i paprykę, ale pieprz najlepiej służy Hindusom, a papryka Węgrom. Polakom natomiast to, co rośnie w ich ogródkach. O wielofunkcyjnym działaniu przypraw, piszę szeroko w mojej książce.
Są wprawdzie ludzie, którzy przez całe życie nie zjedli kawałka ryby wędzonej, a niektórzy twierdzili, że miód im nie służy, jest więc oczywiste, że odradzam im stosowanie tych produktów, które im szkodzą. Zalecenia podane w karcie, są ogólnymi wskazówkami, mającymi na celu zmuszenie pacjentów do spożywania tych produktów, których brak doprowadził w efekcie do choroby. Nie zalecam jedzenia 5 czy 10 g buraczków, jest to sprawa absolutnie dowolna. Mamy pięć zmysłów, powinniśmy więc stosować się do ich wskazówek, a ponieważ zmysłami tymi kieruje nasz Duch Opiekuńczy on wie najlepiej, jakie braki mamy w swoim organizmie i czym powinniśmy je uzupełnić.
- Zioła do wewnątrz w formie naparu. W początkowej fazie mojej działalności zgłaszali się ludzie z drobnymi dolegliwościami np. bólami żołądka. Pan W. Poprzęcki podaje na schorzenie przewodu pokarmowego 35 ziół. Które z nich zalecić pacjentowi, to działające optymalnie? Trzeba je wybrać. W jaki sposób? Oczywiście radiestezyjnie, a ponieważ ziół nie podaje się pojedynczo tylko w zestawach, trzeba więc taką mieszankę dla danego człowieka dobrać. Zrobiłem listę 120 ziół dostępnych w „Herbapolu”, z których wybieram zestaw, najbardziej optymalny dla chorego w danej chwili. Czynię tak do dzisiaj.
Na świecie żyje około 7 miliardów ludzi i każdy z nich ma inne linie papilarne, inny zapach, inną aurę i zróżnicowane choroby, ponieważ każdy ma inny brak witamin. Krótko mówiąc – trzeba dobrać indywidualny zestaw ziołowy dla każdego pacjenta. Nie byłem pierwszym, który odkrył tę oczywistą prawdę, Chińczycy od tysiącleci traktują to jako podstawę prawidłowej terapii.
Jeśli proces chorobowy pogłębiał się wraz z wiekiem – to niestety, musi być czas powrotu do równowagi. Oczywiście będzie to okres znacznie krótszy – niemniej jednak trzeba się liczyć z kilkoma czy kilkunastoma miesiącami terapii. Celem moim było i jest – maksymalnie szybko dostarczyć 100% potrzebnych składników do organizmu chorego.
Codziennie!
Niezmiernie ważny jest fakt, że zalewając łyżkę ziół szklanką wrzątku – zabijamy wszystkie bakterie i wirusy w niej zawarte, więc jest to płyn w 100% aseptyczny.
O działaniu leczniczym ziół – piszę szeroko w mojej książce, dodam tylko, że działanie terapeutyczne naparów, przygotowanych z mieszanek ziołowych, uwarunkowane jest nie tylko obecnością w nich związków biologicznie czynnych, np. glikozydów, kumaryn, olejków eterycznych, lecz także jest wspomagane przez zawarte w nich biopierwiastki.
Większość biopierwiastków (Ca, Mg, K, Cu, Zn, Mn i Fe) jest dobrze ekstrahowalna i przechodzi do naparów na zasadzie osmozy. Pijąc napary z mieszanek ziołowych uzyskujemy dodatkowy efekt leczniczy, spowodowany uzupełnieniem niedoboru biopierwiastków w organizmie człowieka. Na przykład do naparu przygotowanego z liścia mięty, potas już w ciągu minuty przechodzi w 90%.
- Ponieważ wszystkie związki czynne oraz witaminy A, D, F, K, PP są wchłaniane przez skórę, zalecam stosowanie ziół na zewnątrz, w formie:
- kąpieli – przy łuszczycach, egzemach itp. schorzeniach skóry. Kąpiele ziołowe, podnosząc bardzo szybko siły witalne pacjenta, wzmacniają układ immunologiczny lecząc jednocześnie chorą skórę
- nasiadówek – w przypadku przerostu czy raka gruczołu krokowego, mięśniaków na macicy, torbieli na jajnikach itp.
- okładów i przemywań – w leczeniu guzów nowotworowych na skórze, przy zakrzepowym zapaleniu żył itp.
- inhalacji – w przypadku astmy, alergii, nowotworu płuc itd.
Kąpiele ziołowe stosować można również w celach kosmetycznych. Panie które chcą wyglądać pięknie, powinny przynajmniej raz w tygodniu zrelaksować ciało w wannie napełnionej naparem z ziół. Kąpiele ziołowe z dodatkiem olejków eterycznych powodują, że skóra staje się jedwabista, delikatna, młodsza, układ immunologiczny ulega wzmocnieniu, komórki regenerują się szybciej, całe ciało podnosi radiowitalność itd. Po pewnym czasie 60-letnie staruszki stają się 40-letnimi, atrakcyjnymi kobietami. Miałem wiele takich przypadków, gdy po kilku latach wracał okres lub plamienia. Niektóre z pacjentek nie były zadowolone z tego faktu, jednakże przy regeneracji całego organizmu, następują również korzystne zmiany w układzie hormonalnym – stąd takie efekty. Wiadomo, że najlepszymi maseczkami na twarz, są te z naturalnych składników, takich jak: żółtko, miód, zioła (rumianek), oliwa itp. Kąpiele ziołowe są właśnie takimi, maseczkami, ale całego ciała.
W jednym ziółku może być kilkadziesiąt związków czynnych, witamin, bioelementów oraz tłuszczów. Zróbmy więc matematyczny, orientacyjny zestaw, sumując wszystkie te elementy przyjmując za podstawę 100. Ponieważ z reguły zapisuję ciężko chorym – 15-20 ziół x 100 to się równa 1500-2000 związków różnych w jednej szklance naparu. Chory pijąc 3 szklanki dziennie dostarcza do organizmu 4500-6000 związków czynnych.
Zrobię krótkie zestawienie:
Zioła = 4500 – 6000
Warzywa – 4 surówki = 400 – 800
Olej sojowy 1-2 łyżeczki = 100 – 200
Przyprawy 7 x 100 = 500 – 700
Owoce 2-4 x 100 = 200 – 400
Pieczarki 10-20 dag = 100 – 200
Sok wielowarzywny 1-2 szkl. = 400 – 800
Miód 1-2 łyżeczki = 100 – 200
Siemię lniane 1-2 łyżeczki = 100 – 200
zioła do kąpieli 10-15 łyżek = 1000 – 1500
———————————————————————–
Razem = 7400 – 11 000 codziennie!
Nie jest ważne czy to będzie 7 456 czy 11 234 – ważny jest fakt, że codziennie dostarczamy do chorych organizmów kilka czy kilkanaście tysięcy związków leczniczych!
Czy można się więc dziwić, że w leczeniu kompleksowym osiągnąłem tak nieprawdopodobne rezultaty? Lekarze medycyny akademickiej, ordynują od jednej do kilkunastu tabletek lekarstwa chemicznego, o zerowej radiowitalności, które lecząc dany organ uszkadzają inne. Gdy się czyta o ubocznych działaniach leków syntetycznych, włos jeży się na głowie.
Zrozumiałe stanie się więc dla Państwa, że osiągane przeze mnie rezultaty graniczą z cudem. To nie cud – to przemyślany logiczny wniosek wypływający z jednej przesłanki – Bóg miał miliony lat na przeprowadzenie doświadczeń z organizmem ludzkim, a nie zapominajmy, że najpierw powstały lekarstwa w formie roślin, a dopiero potem choroby, z chwilą pojawienia się człowieka na ziemi.
Podam Państwu przykład leczenia cukrzycy, leczeniem kompleksowym.
Niedobór insuliny we krwi jest przyczyną powstania choroby zwanej cukrzycą. Wyizolowanie tego hormonu na początku XX wieku uratowało życie milionom ludzi, i jest to niepodważalne osiągnięcie medycyny. Insulinę dostarcza się do organizmu chorego w postaci zastrzyków, ponieważ jest ona białkiem i w przewodzie pokarmowym byłaby strawiona. Wraz z upływem czasu, ilość dostarczanej insuliny do organizmu cukrzyka wzrasta. Niestety, jest to jedyna forma leczenia, którą stosują lekarze akademiccy. Tak, jak w wypadku wielu chorób, również leczenie cukrzycy polega wyłącznie na usuwaniu skutków, a nie przyczyn.
Moim zdaniem – istnieją 2 przyczyny powstania tej choroby:
- pierwsza – naturalna, związana z procesem starzenia się organizmu,
- druga – spowodowana atakiem wirusowym lub bakteryjnym, wywołuje tzw. przewlekły stan zapalny trzustki. Bardzo często trwa on od kilku miesięcy do wielu lat.
Zobrazuję Państwu postępujący proces chorobowy trzustki, na poniższym diagramie.
Postępujący proces chorobowy trzustki
Ciekawą informację podaje „Vademecum”: „u człowieka cukrzyca występuje dopiero po usunięciu 90% trzustki!!” Jeśli chodzi więc o barierę bezpieczeństwa to w wypadku trzustki mamy aż 90%. Jest to granica bardzo duża i daje człowiekowi realne szansę przeżycia 120 lub więcej lat.Kiedy więc 90% trzustki nie pracuje – zaczyna się cukrzyca, ponieważ 8-12% komórek B nie wystarczy do prawidłowej pracy trzustki.
Czy jest możliwe odwrócenie tego procesu? Oczywiście że tak! Do prawidłowej pracy i oczywiście regeneracji trzustki potrzebne są witaminy: B1, B2, B6, M, D, F, PP. Stosując leczenie kompleksowe, dostarczamy je maksymalnie szybko i w 100% dziennie. Po pewnym czasie, zregenerowane komórki B zaczną pracę wydzielając insulinę. W wypadku chorego na cukrzycę, istnieje więc potrzeba codziennego sprawdzanie poziomu cukru we krwi, celem ograniczenia dopływu insuliny z zewnątrz, aby z kolei nie doprowadzić do niedocukrzenia (hipoglikemii), która jest równie groźna, a może nawet groźniejsza od hiperglikemii.
Jeśli w czasie 2-4 miesięcy zregenerujemy zaledwie 10-20% komórek B, ich wznowiona praca doprowadzi do zlikwidowania choroby. To jednak jest dopiero początek leczenia. Przy zregenerowaniu 50% trzustki, człowiek nie zachoruje przez następne 10-20 lat, jeśli oczywiście będzie nieustannie dostarczał do swojego organizmu wystarczającą ilość potrzebnych składników witaminowych. Powrót do wyjałowionych pokarmów, bardzo szybko spowoduje nawrót choroby. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że procesu tego nie cofniemy w 100% – i nie jest to chyba konieczne, kiedy pacjent ma 60-70 lat. Ponieważ w kilku ziołach znajdują się związki chemiczne identyczne, jak insulina lub o bardzo zbliżonej budowie chemicznej, dla pacjentów z cukrzycą zapisuję specyficzny zestaw ziołowy.
Drugą przyczyną cukrzycy jest stan zapalny trzustki, wywołany przez nadmiar bakterii, dostarczonych organizmowi podczas posiłku. Zaatakowane komórki B pracują w bardzo ograniczonym stopniu, co oczywiście jest powodem niedoboru insuliny. W tym wypadku trzeba dobrać zestaw ziół przeciwbakteryjnych i przeciwwirusowych, które zniszczą te zjadliwe drobnoustroje w całym organizmie a szczególnie w trzustce. Proces ten może trwać od kilkunastu do kilkudziesięciu dni, zależy to od sił układu immunologicznego danego pacjenta, od jego wieku oraz ścisłego i systematycznego przestrzegania zaleceń. Zabite bakterie i wirusy uwolnią zablokowany organ, co umożliwi zbudowanie nowych komórek, które rozpoczną normalną pracę. I w tym wypadku trzeba ograniczać insulinę według potrzeb, aż do całkowitego odrzucenia. Nastąpi to znacznie szybciej niż w przypadku pierwszym.
Natomiast przy stosowaniu tabletek, to po 2-4 tygodniach, można je śmiało zredukować do połowy, a odrzucić całkowicie po upływie 2 miesięcy. Należy prowadzić leczenie kompleksowe od 8 do 12 miesięcy. Czas ten zależy od wieku pacjenta, poziomu sił witalnych i stanu chorobowego innych organów.
Padam dwa przykłady.
W maju 1992 roku przyszedł do mnie 38 letni Pan Andrzej K., chory na cukrzycę od 15 lat. Od 8 lat człowiek ten, przedtem brał tabletki, obecnie wstrzykiwał do organizmu insulinę. Po zastosowaniu się do moich zaleceń zaczął bardzo szybko redukować dawki insuliny. Po upływie 50 dni odrzucił ją całkowicie. Wyleczona trzustka rozpoczęła powoli prawidłową pracę. Kiedy powiadomił o tym fakcie lekarza prowadzącego, ten stwierdził krótko: „Popełnia pan samobójstwo!” Kiedy jednak zobaczył wyniki badań, nie mógł zrozumieć co się stało, ponieważ pan Andrzej K. nie powiadomił go, że stosuje leczenie kompleksowe, a szkoda. Pacjent ten nie ma cukrzycy do dzisiaj.
W sierpniu 99 roku przyszedł do mnie po pomoc pan A.J., chory od ośmiu lat na cukrzycę insulinozależną. Stosując leczenie kompleksowe, redukował nieustannie dopływ insuliny z zewnątrz. W listopadzie odrzucił ją całkowicie. Podczas kontrolnego badania, pan A.J. oczywiście nie przyznał się lekarzowi, że stosował leczenie kompleksowe ale oznajmił mu, że nie bierze już insuliny, dlatego nie potrzebuje recepty. Lekarz zaczął go klepać po ramieniu mówiąc: „ widzi Pan, wyleczyłem Pana z cukrzycy!”.
On go wyleczył? W jaki sposób? Dostarczając coraz wyższe dawki insuliny? To oczywista nieprawda! To ja wyleczyłem pana A.J. z cukrzycy leczeniem kompleksowym! W tak krótkim terminie zresztą. W bardzo wielu przypadkach lekarze nie są informowani o dodatkowym leczeniu naturalnym swoich pacjentów, ponieważ reakcje ich na taką wiadomość są niekiedy wręcz obraźliwe dla chorych. Nie wiedzą co się dzieje w organizmach pacjentów a widzą po wynikach, że chorzy stosują jakąś dodatkową formę leczenia. Niejednokrotnie sądzą, że wyleczenie jest spowodowane ich terapią. Niech sobie przypisują efekt wyleczenia, mnie to dawno przestało interesować. Ważne jest, że choroba minęła. Ja wiem oraz mój pacjent wie, że podstawą wyleczenia było zalecone moje leczenie kompleksowe.
Nie można uogólniać, wielu jest lekarzy światłych, którzy popierają leczenie naturalne, a bardzo wielu z nich przysłało do mnie swoich pacjentów, traktując leczenie kompleksowe jako ostatnią deskę ratunku.
W Polsce jest około 2 milionów chorych na cukrzycę. Przynajmniej połowa z nich w krótkim czasie może zostać wyleczona. Jest oczywiste, jakie wymierne korzyści może przynieść to chorym i społeczeństwu. Druga połowa to ludzie, którzy nie wierząc w lecznicze właściwości ziół, nigdy nie będą ich pili.
Cukrzyca występuje w każdym wieku. Stwierdzono, że u dzieci z cukrzycą wydzielanie insuliny jest znikome lub ustaje zupełnie. Przyczyną jest zniszczenie komórek B w wyspach trzustkowych przez bakterie lub wirusy. Uczeni badając pod mikroskopem trzustkę dziecka z cukrzycą, stwierdzili, że zaszły znaczne zmiany w wyspach; komórek A i PP jest więcej niż zwykle, są komórki D, nie ma natomiast komórek B lub zachowane są tylko pojedyncze. Staje się więc zrozumiałe, dlaczego chore dziecko musi być leczone insuliną.
Moim zdaniem, komórki B nie zostały ukształtowane prawidłowo już w łonie matki. Trzustka nie zawiera ich przykładowo 30 mln, a tylko 5 mln. Organizm dziecka balansuje więc od urodzenia na granicy zachorowania a więc nawet niewielka infekcja spowoduje zablokowanie pracy zbyt małej liczby komórek B. Na potwierdzenie mojej hipotezy podaję fakt, że u dzieci, u których rozpoznano objawy cukrzycy, znacznie częściej niż u ich rówieśników, lekarze znajdują ślady zakażenia wirusami z grupy enterowirusów.
Dziecko leczone kompleksowo, otrzymuje potężne dawki ziół, witamin i mikroelementów, celem pobudzenia do wzrostu i ukształtowania się nowych komórek B. Ponieważ, młody organizm rozwija się, zadanie jest więc ułatwione. Nie sądźmy jednak, że dostarczanie ziół może trwać tydzień czy kilka tygodni. Czasami trzeba jednak czekać kilka miesięcy na efekty, a niekiedy nawet rok czy dwa, ponieważ dziecko z cukrzycą ma niezwykle mało sił witalnych. Co ważne, nie możemy ograniczyć się tylko do zniszczenia drobnoustrojów, ale trzeba doprowadzić również do wykształcenia zupełnie nowych komórek B, które będą spełniały swoje zadania przez następne 10-lecia.
Oczywiście, jeśli w organizmie dziecka zostały wykształcone wszystkie komórki B sprawa jest łatwiejsza. Leczenie polega wyłącznie na zniszczeniu drobnoustrojów! Podnosząc równocześnie siły witalne dziecka i zwiększając odporność jego organizmu, regenerujemy chorą trzustkę i likwidujemy chorobę.
Podam Państwu bardzo ciekawy przykład.
W 1999 roku przyszła do mnie pani z marskością wątroby. Po zapisaniu zaleceń dla pacjentki, wywiązała się luźna rozmowa. Okazało się, że mąż tej pani był kapitanem ż.w. Podczas jednego z rejsów zawitał do Singapuru po paliwo. Na statek weszła czarna brygada celników, szukająca narkotyków. Jeden z nich wszedł do kabiny kapitana i otworzył biurko w którym zobaczył strzykawki i insulinę. Zaproponował kapitanowi, żeby poszedł do miasta, kupił kilka słoików miodu i spożywał 3 x dziennie łyżkę miodu rozpuszczonego w szklance letniej przegotowanej wody. Zdziwienie kapitana było bardzo duże! Jak to! Na cukrzycę miód? Celnik powiedział, że on się w ten sposób wyleczył a przecież nie ma żadnego zagrożenia, ponieważ sprawdzając codziennie poziom cukru we krwi, chory może w każdej chwili wstrzyknąć sobie insulinę. Kapitan kupił miód, zastosował się do zaleceń celnika i ku swemu zdziwieniu stwierdził za 3 miesiące, że nie ma już cukrzycy! Dla mnie nie było to zaskoczeniem, ponieważ kapitan uzupełnił niedobory witaminowe, trzustka się zregenerowała i wróciła do swojej pracy. Ja właśnie w ten sposób wyleczyłem kilkudziesięciu cukrzyków, proponując o wiele szerszy zakres leczenia podany wyżej. Proszę w rozmowie ze znajomym lekarzem nie wspominać o tym, że cukrzycę można wyleczyć miodem, wywiąże się dyskusja, która może przekształcić się w niepotrzebną kłótnię.
Starość
Uważam, że powinienem napisać kilka słów na temat starzenia się organizmów ludzkich. U człowieka pierwsze objawy obniżenia sprawności funkcjonalnej, spowodowane przez proces starzenia, ujawniają się już mniej więcej w wieku 30-35 lat. Wraz z wiekiem, następuje zakłócenie pracy wszystkich układów w człowieka.
Wszystkich!
W procesie starzenia zmniejsza się mięsień serca, maleje jego zdolność do pompowania krwi. Brakuje soków żołądkowych i soków trawiennych, a tym samym posiłki są trawione wolniej. Klatka piersiowa traci na elastyczności, utrudnione jest oddychanie. Ponieważ czynności serca są ograniczone, gorzej ukrwione stają się nerki i wątroba. Dlatego też odpady przemiany materii i produkty szkodliwe dla zdrowia, są wolniej eliminowane z organizmu. Ulegają kostnieniu części ucha wewnętrznego, zmniejsza się liczba komórek nerwowych narządu słuchu, osłabia się słuch i wzrok.
Wiadomo, że człowiek rodząc się ma w swoim organizmie około 90% wody. Wraz z wiekiem następuje stan krystalizacji naszych chrząstek, wiązadeł, tkanek, błon, skóry itp. Ścięgna stają się twarde i skrzypią przy poruszaniu. Serce, mózg, cały system mięśniowy, nerwy, oczy biorą udział w procesie konsolidacji, stają się coraz bardziej sztywne i nieelastyczne. Miliony naczyń krwionośnych, rozrzuconych w ciele ludzkim powoli odmawia posłuszeństwa, stają się nieelastyczne i niezdolne do przepuszczenia krwi. Skóra więdnie, marszczy się, całe ciało traci powoli na swej sile, z czasem staje się sztywne, powolne, aż w końcu umiera.
Co zatem jest przyczyną tego postępującego stwardnienia, które przynosi skostnienie i w efekcie śmierć? Oczywiście pogłębiająca się awitaminoza. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem, młody człowiek będący jeszcze pod kuratelą rodziców, a szczególnie matki, jest ze względów oczywistych karmiony prawidłowo lub w miarę prawidłowo. Mama dba o to, żeby dziecko zjadło jabłuszko, marchewkę, truskaweczki, czy głąb z kapusty. Czas upływa, a młody człowiek staje się osobą dojrzałą, otrzymuje dowód osobisty, wkracza w życie, ludzi dorosłych. Zaczyna się więc palenie papierosów, picie alkoholu, studia lub praca, disco itp. Nie dba się o prawidłowe odżywianie, ponieważ nie myśli się o jedzeniu, traktując posiłki jako złodzieja czasu. Z moich doświadczeń wynika, że droga człowieka do śmierci wygląda tak, jak pokazałem na rysunku.
Dla wyraźnego zobrazowania narysowałem noworodka wielkości dojrzałego mężczyzny.
Wnioski:
- 0 lat: wszystko zdrowe (a przynajmniej tak powinno być),
- 20 lat: w niewielkim stopniu chory przewód pokarmowy,
- 40 lat: chore: dłonie, barki, cały przewód pokarmowy, kolana, stopy
- 60 lat: wszystko chore – utrata zdrowia w 60-80%, a niekiedy w 95%.
Teraz dopiero widać wyraźnie, że choroba nie przychodzi nagle, a śmierć nie uderza jak grom z jasnego nieba! Awitaminoza narasta latami, a wraz z nią choroby wszystkich układów człowieka! Przychodzą do mnie pacjenci, którzy mając lat 40, wyglądają jak 60- letni, zdarzają się 20-latkowie, którzy niestety są już bardzo chorzy a co gorsza matki rodzą dzieci już z tak schorowanymi ciałami, jak 60 latkowie!
Leczenie lekarzy akademickich np. u ludzi 60 letnich, polega na leczeniu poszczególnych elementów ciała nazwanych chorobami a ja stosując leczenie kompleksowe, regeneruję wszystkie układy człowieka! Tym się różnimy naszą pomocą dla bliźnich!
W całej literaturze lekarzy opisujących swoje doświadczenia zawodowe, spotyka się nagminnie takie sformułowania: przyszedł do mnie, zdrowy, młody, 44-letni mężczyzna… Może jest on młody, ale na pewno nie jest zdrowy! Sformułowanie, że przyszedł młody, 44-letni, wyglądający zdrowo mężczyzna – jest bliższe prawdy.
Najlepiej zobrazuje moje słowa poniższy wykres.
Zauważmy, że osobnik A żyje – 120 lat, B – 70 lat, C 40, a D – tylko 20. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że wszyscy startują z punktu 0 (od chwili narodzin), a po upływie pewnego czasu stany zdrowia całej czwórki znajdują się na różnych poziomach, a wraz z upływem lat zwiększa się również stopień zaawansowania chorób. Analizując linię określającą 50% utratę zdrowia widzimy, że osobnik D nie żyje już od 42 lat, gdy tymczasem stan zaawansowania schorzeń u A osiągnął dopiero wartość około 50%.
Dla mnie prawdą oczywistą jest to, że wszyscy ludzie na całej kuli ziemskiej są chorzy, a stopień zaawansowania chorób jest zależny od wieku i prawidłowego jedzenia. Oczywistą prawdą jest fakt, że zaczynamy umierać z chwilą narodzin. Podam charakterystyczny przykład. Spotykam starszą, 70-letnią panią. Pani ta jest moją znajomą, zdawkowo pytam o samopoczucie. Odpowiada mi, że czuje się dobrze, że jest cała zdrowa. Tylko ręce ją trochę bolą. Czyż to nie kompletna bzdura?! I co mam jej powiedzieć, że jej życie wisi na włosku, i że w każdej chwili może odejść ? Obrazi się za to, że jej wmawiam choroby. Dzisiaj pani ta twierdzi, że jest całkowicie zdrowa, a za tydzień w prasie czytam jej nekrolog. Taki jest właśnie pogląd ludzi na sprawy chorób. Dopóki ktoś nie znajdzie się w szpitalu, czy nie dostanie gorączki, to w jego pojęciu jest zdrowy. Jest to jednak pogląd zgoła fałszywy i trzeba to wyraźnie podkreślić. Należy powiedzieć ludziom o mechanizmach powstawania chorób, a następnie o śmierci, takie jest moje zdanie. Sześćdziesięcioletni człowiek nie może być zdrowy. Ma chore wszystkie układy od góry do dołu, ponieważ takie jest prawo natury i każdy temu prawu podlega, chce czy nie.
Przychodzą do mnie 40-50 kobiety które pytam: „co pani dolega? „
W odpowiedzi słyszę: „panie doktorze, wstyd powiedzieć, ale ja mam wszystko chore”. I taka jest prawda.
W Biblii, pisze: (…) Wtedy Bóg rzekł: „Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat”. Rdz 6:3.
Dziwnym trafem uczeni doszli do tego, iż człowiek może żyć 115-130 lat, niektórzy podają, że nawet 140. Podobno każde serce jest przygotowane do 150 lat pracy, pracować więc może z pewnym zapasem, tak zresztą jak wszystkie organy wewnętrzne. Kiedy zaczynamy odczuwać brzemię swojego wieku, dopadają nas choroby czy kalectwo. Jak się to już stanie, spodziewamy się, że z dnia na dzień tabletki i zastrzyki sprawią cud, zapominając, że doprowadzenie się do takiego stanu trwało znacznie dłużej i że to my sami jesteśmy odpowiedzialni za obecny stan naszego zdrowia, nikt inny! Niecierpliwimy się, że nie zdrowiejemy i nie młodniejemy, lecz nie podejmujemy żadnych starań w tym kierunku, oczekując, że sama natura będzie pracowała dla nas, robiła co do niej należy, konsekwentnie i skutecznie. Nigdy nie jest za późno na poprawę swego zdrowia czy na konkretne wyleczenie. Trzeba tylko wziąć sprawy w swoje ręce w momencie, kiedy po raz pierwszy uświadomimy sobie, że coś jest z nami nie w porządku.
Cóż to bowiem za życie, kiedy wszystko boli, gdy nie można chodzić, jeść, a nawet spokojnie oddychać. Jednym słowem, życie nie ma żadnego uroku dla ciężko chorego człowieka, który myśli wtedy już raczej o śmierci. Dawno zrozumiałem, że szczęście na naszej Ziemi zależy wyłącznie od stanu zdrowia, a nie od wysokości konta w banku. Można być miliarderem a umierać w bólach na raka…otoczonym specjalistami …od uszczuplania jego konta…
Oczywiście w grę wchodzą również warunki klimatyczne, czyste powietrze, obecność lasów sosnowych (w których występuje nadmiar jonów ujemnych) i inne czynniki w rodzaju fitoncydów itp. Głównym jednak warunkiem długowieczności jest prawidłowe żywienie oraz ruch. Moim zdaniem, setki tysięcy ogródków działkowych rozrzuconych po całej Polsce, jest błogosławieństwem dla ich użytkowników. Nie tylko wymagają od właścicieli pielęgnacji, co wiąże się z koniecznością ruchu, ale również zmuszają do dłuższego przebywania na Świerzym powietrzu i słońcu, nie mówiąc już o tym, że przynoszą wymierne korzyści finansowe. Dostateczne nasłonecznienie skóry jest bowiem najlepszym sposobem pokrycia zapotrzebowania dobowego na witaminę D.
Być młodym to znaczy dysponować młodymi komórkami. Cała prawda polega na tym, że zdrowe komórki są zawsze młode, a uszkodzone zaczynają chorować i starzeją się w szybkim tempie. Miarą naszego wieku jest stan zdrowia komórek. Kiedy uszkodzenie jest duże, obumierają one ale uszkodzone komórki dają się naprawić. Aby rozkwitnąć na nowo i odzyskać kolory, werwę, młodość i urok, musimy naprawić uszkodzone komórki. Oznacza to, że do uszkodzonego jądra muszą być wprowadzone świeże kwasy nukleinowe. Pełnowartościowe i zdrowe odżywianie pomaga zlikwidować awitaminozę i zregenerować wszystkie tkanki i komórki. Dzięki temu poprawi się nasza sylwetka, poczujemy się silniejsi, zdrowsi i młodsi.
Przyczyna
Od momentu, kiedy zacząłem poważnie zajmować się medycyną, zbierałem oczywiście podręczniki medyczne. Jednym z pierwszych, jaki kupiłem, było „Vademecum lekarza ogólnego”, kompendium wiedzy lekarskiej, wydanie z roku 1974. Zacząłem szukać w nim przyczyn powstania chorób w organizmie ludzkim i ze zdumieniem stwierdziłem, że na temat etiologii, czyli przyczyn pisze się bardzo mało lub prawie wcale.
Stwierdza się, np. że:
- etiologia jest nieznana…
- prawdopodobnie przyczyną jest…
- sądzi się że…
- przypuszczalnie itd.,
a niekiedy omija się w sposób dyskretny przyczynę danej choroby. W ponad stu chorobach opisanych w „Vademecum”, autorzy nie piszą nic na temat przyczyn ich powstania, w tym bardzo wielu tzw. nieuleczalnych. W związku z tym pytanie moje brzmi następująco:
Jak można usunąć skutek, jeśli nie zna się przyczyny?!
Zrozumiałem wtedy, że cała medycyna akademicka jest ślepa! Dla zobrazowania mych słów podam przekład. W pokoju jest ciemno. Facet chce zapalić światło ale nie wie gdzie jest kontakt. Łazi więc po pokoju i szuka go macając rękami po ścianie. Czy znajdzie kontakt? Wątpliwe…
W wydaniu z 1990 r. niewiele się zmieniło, dodano jedynie uwarunkowania genetyczne, jako przyczynę wielu chorób oraz trochę zdań na temat witamin, o których nie było żadnych informacji w wydaniu z roku 1974.
Jest więc zrozumiałe, że świat medyczny, nie znając przyczyn, poszedł w kierunku usuwania skutków, czyli leczenia objawowego. Charakterystycznym przykładem usuwania skutków jest choroba Bürgera. Chirurdzy początkowo odcinająstopy, następnie nogi do kolan, potem uda, niekiedy rękę, a potem… CC – czyli Cmentarz Centralny! Niestety nie powiedzą pacjentowi, co ma jeść i pić, aby proces chorobowy nie postępował dalej.
Chciałbym to Państwu zobrazować.
Przykład góry lodowej
Jeśli odetniemy wierzchołek góry lodowej – znowu 1/7 wychyli się nad powierzchnię. Odcinamy następną część, zjawisko się powtarza do chwili, aż zabraknie góry lodowej, czyli człowieka. Przyczyna choroby tkwi więc głęboko pod powierzchnią, a nóż chirurga usuwa wyłącznie skutek, nie „dotykając” przyczyn.
Wnioski są następujące:
- leczenie chirurgiczne usuwa skutki nie lecząc przyczyn. Niewątpliwie jednak leczenie operacyjne jest wielokrotnie koniecznością,
- leczenie prawidłowe, to leczenie od wewnątrz. Wyobraźmy sobie, że powierzchnia wody jest naszą skórą, a wiedząc, że choroby skóry, jak egzemy, łuszczyce, itp. są zewnętrznym objawem wewnętrznego głodu witaminowego, leczenie więc musiprzebiegać dwoma torami – ziół do wewnątrz w postaci naparów oraz na zewnątrz w formie kąpieli, w odcedzonym wywarze wlanym do wanny, często z dodatkiem olejków eterycznych,
- czas potrzebny na wyleczenie całkowite zależy od: wieku człowieka, zaawansowania choroby, od ilości energii dostarczonej codziennie i od sił witalnych danego pacjenta.
Było u mnie kilkanaście pań po wielokrotnym usuwania guzów tarczycowych. Mówiły: „Och panie doktorze, ja już nie mogę. Guzy na tarczycy usuwano mi pięć razy a one ciągle się odnawiają. Niech mi pan pomoże”. Przyczyną powstania guzów tarczycowych, zimnych czy ciepłych, jest kiepska praca przysadki mózgowej, spowodowana urazem w dzieciństwie. Upadek na rowerze, uderzenie głową o lód podczas jazdy na łyżwach, upadek z drzewa itp. Podczas upadku nastąpiło wstrząśnienie mózgu i prawidłowa praca przysadki mózgowej, głównego generała układu hormonalnego, została zakłócona. W związku z czym, wszystkie gruczoły dokrewne, nie funkcjonują prawidłowo. Trzeba więc wyleczyć przysadkę, a ja to robię, a guzy same poznikają. Usuwam przyczynę a skutek sam znika!
Lekarze nie znając przyczyn choroby (bo nie nauczyli ich tego na studiach), na pytania pacjenta, dlaczego ma wrzody na żołądku odpowiadają:
- choroba dziedziczna
- schorzenie genetyczne
- to na tle nerwowym
Ustosunkuję się do tych stwierdzeń.
Kiedy powstał termin choroba dziedziczna? W wieku dziewiętnastym a może wcześniej, lekarze przebywali wyłącznie na dworach książęcych, hrabiowskich lub bardzo bogatych mieszczan. Lekarze ci zauważyli po pewnym czasie, że babcia, córka i wnuczka, zachorowały na tą samą chorobę, np. wrzody na żołądku czy hemofilię i stąd wniosek, zdawało by się logiczny o dziedziczności chorób. Nie wzięli jednak pod uwagę faktu, jak się odżywiały te arystokratki. Zarówno babcia, córka i wnuczka jadły na śniadanie: tort kakaowy, na obiad tort czekoladowy a na kolację tort orzechowy. Trochę przesadziłem z tymi tortami ale chcę podkreślić niezwykłą wagę spożywanego jedzenia, które było całkowicie pozbawione witamin.
Klasy zamożniejsze odchodziły od potraw z „gminu”. Potem okazało się, że jaśnie pani jest coraz bardziej blada i słaniając się na nogach ma nieustannie migreny. Oczywiście w związku z tym, odmawiała mężowi prawa wejścia do swojej sypialni – ponieważ bolała ją głowa. Nic dziwnego, że dziedzic szedł do Marysi ze wsi, która wyglądała zdrowo jak rzepa.
Dlaczego?
Bo tę rzepę jadła.
Z chwilą, kiedy warunki ekonomiczne czy różnego rodzaju kataklizmy w postaci: bankructwa lub wojny – zmuszały te zwiewne, eteryczne istoty do codziennej ciężkiej pracy fizycznej, stawały się powoli normalnymi kobietami.
Nie ma więc chorób dziedzicznych! Dziedziczne jest złe odżywianie!!
Warzywa i owoce główne źródła witamin, jeszcze w ubiegłym wieku nie cieszyły się uznaniem w oficjalnej nauce o odżywianiu. W obszernym podręczniku znanego fizjologa niemieckiego Brückego czytamy o jarzynach i owocach taką opinię:
„Stanowią one pożywienie stosunkowo mało treściwie(…) Uzupełniają jedynie i wprowadzają pewną odmianę w naszych potrawach(…) To samo należy powiedzieć o owocach. Te grają jeszcze mniejszą rolę w odżywianiu niż jarzyny. Jada się je szczególnie w naszym klimacie raczej dla przyjemności. (…) Przypisywanie im jakiegoś szczególnego znaczenia dla zdrowia jest zupełnie bezpodstawne”.
Nie wiem, co upoważniło pana prof. do takich stwierdzeń – bo na pewno nie badania naukowe – a niestety środki masowego przekazu z nabożną czcią powielały te bzdury. Jedynym usprawiedliwieniem jest fakt, że nie znano wówczas witamin.
Twórcą metody leczenia dietami był szwajcarski lekarz Bricher-Benner, który już w latach 90-tych XIX wieku uważał, że istotnym źródłem przemian energetycznych w ciele ludzkim, jest energia światła słonecznego, chwytana i magazynowana w roślinach w procesach fotosyntezy. W konsekwencji najwyższą wartość przyznawał on surowym jarzynom i owocom, które według niego są „najcenniejszymi akumulatorami energii słonecznej”. W 1896 r. Bricher-Benner otworzył w Zurychu małą prywatną klinikę, w której leczono dietą surówkową, a gdy dobre wyniki tego leczenia potwierdziły słuszność jego teorii, zdecydował się w styczniu 1900 r. przedstawić ją na posiedzeniu naukowym Towarzystwa Lekarskiego w Zurychu.
Reakcja była druzgocząca. Zebrani przyjęli to jako fantazję, a przewodniczący oświadczył; „Pan Bricher opuścił granice nauki”. Od tego czasu „rewolucjonista żywieniowy”, uznany został za sekciarza, a wszystkie kongresy i zebrania naukowe oraz czasopisma fachowe były dla niego zamknięte. Nie załamał się jednak i obserwował najnowsze odkrycia fizyki i chemii (zwłaszcza w dziedzinie przemian energetycznych) które mogłyby mieć znaczenie dla wyjaśnienia zjawisk biologii molekularnej. Już w 1903 r. wydał książkę pt. „Zasady leczenia dietetycznego na podstawie energetyki”.
Bricher – Benner terapię swą nazwał regeneracją całego organizmu i stosował ją zarówno u ludzi starszych, jak u młodych i dzieci. Wychodził z założenia, (całkiem słusznie), że wadliwe odżywianie, oraz nieprawidłowy tryb życia są przyczyną wielu chorób. Chcąc więc leczyć przyczynowo, trzeba te sprawy uporządkować według właściwych dla człowieka praw natury. W swej kompleksowej terapii szeroko uwzględniał wszystko, co dziś uważamy za podstawowe elementy (oprócz leków, które wykluczał). Obok dietoterapii stawianej na pierwszym miejscu, stosował z reguły psychoterapię, fizyko – i hydroterapię, jak również kinezyterapię w postaci ruchu fizycznego, spacerów, prac ogrodowych, itp. Zawsze jednak zaczynał leczenie od usunięcia ewentualnych ognisk zakażenia (zęby).
W pożywieniu człowieka witaminy powinni być dostarczone za pośrednictwem rozsądnie ułożonej, pełnowartościowej i dobrze wyważonej diety. Miejscem otrzymywania soli mineralnych i witamin jest rynek, warzywny, mleczarnia i sad, nie zaś apteka.
Na szczęście coraz więcej lekarzy i ludzi nie związanych z medycyną w Polsce zmienia swój stosunek do odżywiania, a pożyteczne książki dotyczące tego tematu zaczynają pojawiać się w domowych biblioteczkach. Dalekowschodnie powiedzenie, że jesteś tym co jesz, zaczęło dzisiaj powoli docierać do umysłów pseudouczonych!
Przekleństwem wieku XX było to, że wraz ze wzrostem dochodów pieniężnych, następowało manifestacyjne spożywanie mięsa, jako dowodu świadczącego o zamożności konsumenta, a potrawy proste jadali wyłącznie ludzie, których nie stać było na zakup drogich przetworów mięsnych.
Schorzenia genetyczne.
Tu sprawa jest poważniejsza. Trzeba rozpocząć od początku. Plemnik męski przebija ściankę jaja, następuje zapłodnienie, powstaje zygota, komórka ludzka, która daje początek nowemu organizmowi. Komórka ta dzieli się w postępie geometrycznym, czyli: dwie, cztery, osiem, szesnaście, trzydzieści dwie, sześćdziesiąt cztery itd.itd, a po 9 miesiącach rodzi się dziecko, cud natury, z ukształtowanymi wszystkimi układami. Jeśli więc w zygocie powstała by wada genetyczna, była by ona powielana z każdym następnym podziałem!!
A więc rodziły by się potworki, bez rąk, nóżek, z dwoma głowami itp.!
Takie dzieci rodzą się przez cały czas, są one umieszczane w klinikach w słojach z formaliną i pokazywane są studentom medycyny jako przykład degeneracji ciała ludzkiego.
To jest wada genetyczna. A późniejsze wady genetyczne pochodzą już od matek, które nie dostarczyły wszystkich składników pokarmowych, potrzebnych do prawidłowego rozwoju maleńkiej istoty! Więcej na ten temat piszę w mojej książce.
Na temat stwierdzenia: „na tle nerwowym”, nie warto pisać. Jeśli się nie wie, jaka jest przyczyna choroby, trzeba było coś wymyśleć, jakieś wyjaśnienie, które nic nie wyjaśnia!
Czy choroby skóry, hormonalne, dna moczanowa itp., powstały na tle nerwowym? Wierutna bzdura! Wszystkie choroby są spowodowane niedoborem witamin! Może nadszedł już czas aby ktoś zajął się systematycznym sprawdzaniem ilości witamin w organizmach ludzkich. Od wielu już lat testuje się niedobór biopierwiastków…
*
Do niedawna musiałem tłumaczyć wielu pacjentom o przyprawach, siemieniu lnianym czy soku warzywnym. Obecnie 80-90% ludzi już stosuje tę formę samoleczenia. To dobrze, że wzrasta świadomość naszego społeczeństwa o roli warzyw, owoców, przypraw i zbóż w codziennej diecie.
Nigdy nie spotkałem się z propozycją współpracy z lekarzem ponieważ Ministerstwo Zdrowia zabrania takiej współpracy od 1984 roku, choć muszę przyznać, że wielu lekarzy przysłało do mnie swoich pacjentów, traktując moją pomoc jako ostatnią deskę ratunku.
W 1992 roku, przysłał do mnie swoich trzech pacjentów profesor Religa. Musieli oni czekać dwa lata na przeszczep serca. Moim zadaniem było utrzymać ich przy życiu przez ten okres aby dotrwali do terminu operacji. Udało się. Znaczy to, że profesor Religa popierał medycynę naturalną. To oczywiste, że profesor przysyłając do mnie tych pacjentów, musiał wcześniej wiedzieć o mojej pomocy. Bardzo prawdopodobne, że jego pacjent był równocześnie i moim i profesor obserwował postępy w leczeniu naturalnym. Dodam jeszcze, że podczas jednej z audycji „Europa da się lubić” zaproszony był jako gość profesor Religa. Słuchacze zadali mu kilka pytań odnośnie naturalnych metod leczenia. Profesor całkowicie popierał te metody. Świadczyło to o mądrości byłego Ministra Zdrowia. Kiedy profesor zachorował na raka płuc, wysłałem na jego adres list z propozycją pomocy, list pozostał bez odpowiedzi.
Wielu ludzi twierdzi, że pijąc zioła należy wierzyć w ich skuteczność. Jest to – moim zdaniem – duże nieporozumienie. Zioła to skoncentrowane ilości potężnie działających związków chemicznych, które przeprowadzają reakcje chemiczne w żołądku chorego, bez względu na jego pochodzenie, wyznanie czy kolor skóry. Można być bardzo wierzącym, ale jeśli włożymy rękę do niezaizolowanego kontaktu, to prąd nas „popieści”, jeśli natomiast zjemy cyjanek potasu (zależy oczywiście od dawki) nastąpi śmierć i to bardzo szybko. Niedowiarkom z kolei tłumaczę, że nie muszą wierzyć – po prostu niech systematycznie stosują się do zaleceń, a efekty pojawią się wcześniej czy później.
Bez fałszywej skromności muszę dodać, że chyba nikt na świecie nie zaleca leczenia kompleksowego w takiej formie jak ja to czynię. Kliniki prywatne czy sanatoria na Zachodzie – owszem, ale o indywidualnych przypadkach nie słyszałem ani nie czytałem. Zielarze nie zalecają odpowiedniej diety, a makrobiotycy nie przypisują ziół.
Po wypełnieniu kilkuset analiz, ułożyłem karty pacjentów według schorzeń: łuszczyce osobno, cukrzyce osobno itd. To doprowadziło mnie do odkrycia, że brak witamin zapisany od tysiącleci w SZYFR jest przyczyną wszystkich chorób! Byłem tym odkryciem zaskoczony. Zacząłem szerzej interesować się medycyną. Kupowałem specjalistyczne książki, studiowałem prasę medyczną. Wpadła mi w tym czasie ręce niezwykła książka pana docenta dr. Władysława Kiersta Pt: „Leczenie witaminami” wydana przez PZWL, w Warszawie 1958. Moim zdaniem książka powinna być wznowiona ze względu na niezwykłą treść i powinna znaleźć się w każdym gabinecie lekarskim na całym świecie.
Wielu ludzi na całym świecie w tym także wielu lekarzy naturalistów twierdzi, że trzeba leczyć cały organizm człowieka a nie chorobę. Jest to tzw leczenie całościowe, holistyczne. Mądrzy ludzie twierdzą od dawna, że najlepszą firmą farmaceutyczną jest nasz własny organizm, trzeba mu tylko dostarczyć odpowiednich składników. Wniosek jest oczywisty, leczeniem kompleksowym uzupełniając niedobór witamin jedząc warzywa, owoce, zboża i przyprawy, likwidujemy przyczynę choroby, natomiast pijąc zioła, usuwamy skutek. Proponuję więc moim pacjentom leczenie przyczynowo-objawowe, w odróżnieniu od medycyny akademickiej, która usuwa wyłącznie skutek. Leczeniem kompleksowym podnosimy jednocześnie radiowitalność wszystkich komórek organizmu, wzmacniając w ten sposób siłę układu immunologicznego człowieka. Dodam jeszcze, że przeciętny człowiek składa się z około 70 trylionów komórek. W każdej komórce zachodzi w ciągu sekundy od stu do trzystu milionów reakcji chemicznych? Czy istnieje taki człowiek na kuli ziemskiej, który potrafiłby kontrolować pracę swojej jednej komórki przy pomocy swego umysłu? Czy istniej taki lekarz, który może swoim umysłem kontrolować pracę jednej komórki swego pacjenta?!
Odpowiedź brzmi – Nie, to niemożliwe
Ja połączyłem teorię z praktyką. Ta medycyna którą ja stosuję, ma tysiące lat praktyki i tradycji, i jest to medycyna boska. Tysiące pacjentów wyleczonych z wielu chorób, setki uratowanych od śmierci są tego dowodem. Natomiast medycyna akademicka jest to medycyna materialistyczna i ma tylko 150.lat a o jej rezultatach świadczy ilość krzyży na cmentarzach.
Od samego początku mojej działalności, jako podstawę leczenia stosowałem zioła. Nie interesował mnie ich skład chemiczny a to, jak szybko dane zioło zabija: bakterie, wirusy i komórki nowotworowe. Są zioła, które zabijają komórki nowotworowe w ciągu kilku dni, i ja nie jestem nimi zainteresowany, bo to za wolno. Są takie zioła, które zabijają komórki nowotworowe w ciągu kilku godzin, ale to również jest za wolno. Ja w leczeniu pacjentów stosuję takie zioła, które zabijają komórki nowotworowe w ciągu 2-4 minut! Wcześniej niż nastąpi ich podział komórkowy. Dlatego mam takie cudowne przypadki wyleczeń!
Specjaliści z Kazachskiego Instytutu Nauk Chemicznych opracowali w połowie lat osiemdziesiątych monografię naukową, w której w syntetyczny sposób przedstawili wyniki badań nad roślinami zawierającymi substancje o właściwościach przeciwnowotworowych. Opisane w książce prace naukowe nad zastosowaniem tych substancji pochodzą z badań prowadzonych w krajach zachodnioeuropejskich, w USA i Japonii. Poszukiwaniem ich zajmuje się wiele ośrodków z różnych krajów. Stwierdzono, że ponad 10 tys. gatunków roślin należących do różnych rodzin botanicznych ma właściwości przeciwnowotworowe. Przy każdej nazwie gatunku podano wzór sumaryczny oraz właściwości fizykochemiczne badanej substancji działającej przeciwnowotworowo. Badania są więc prowadzone, dokumentacja istnieje, szkoda, że przedstawiciele medycyny akademickiej tego nie doceniają.
W przyrodzie mamy wszystkie potrzebne nam lekarstwa do leczenia ciała ludzkiego. Słowa Paracelsusa że „Wszystkie nasze lasy, łąki, góry, pastwiska – są aptekami” – mają szczególne znaczenie w czasach obecnych.
Faktem jest, że zioła działają skutecznie ale zbyt wolno, zgodnie z prawami natury. Aby przyspieszyć ich działanie, opracowałem preparat, który nazwałem Guttae-Vitae, po łacinie znaczy to – Krople Życia. Krople te dodajemy do przecedzonych ziół aby przyspieszyć ich działanie oraz wzmocnić ich siłę uderzeniową w komórki nowotworowe. O cudownych i niezwykłych właściwościach tego preparatu, piszę w IV rozdziale mojej książki. Oraz zamieszczam w pliku na mojej stronie internetowej Jest to po prostu biały proszek złota w płynie. Chętnie sprzedam patent na jego produkcję osobie zainteresowanej.
W dalszym ciągu moich badań, przypadkowo odkryłem tajemnicę raka. Wydaje się to niemożliwe, przecież tysiące instytutów badawczych na całym świecie szuka przyczyn powstawania nowotworów i do dzisiaj nie mogą znaleźć, a tu jakiś radiesteta z Polski tajemnicę tą odkrywa? Z treści mojej pracy wynika jednoznacznie, że uczeni szukają tego czego nie ma! Uważam, że moje prace mogą znaleźć natychmiastowe potwierdzenie przy pomocy komputerowych testów. Być może fakt taki kiedyś nastąpi, a może nigdy. Ktoś kiedyś musiał odkrycia tego dokonać i uważam, że tym człowiekiem jestem ja. Zdaję sobie doskonale sprawę, że jest to wielki zaszczyt dla mnie, widocznie przez cały cykl reinkarnacyjny, zasłużyłem na to wyróżnienie.
Odkrycie tajemnicy raka ocenić może wyłącznie biolog, żaden lekarz czy pielęgniarka. W roku wydania książki zadzwoniła do mnie pewna pani, która po upewnieniu się, że rozmawia z autorem, odezwała się do mnie w ten sposób: „Kupiłam pańską książkę w księgarni i muszę autorytatywnie stwierdzić jako profesor biologii, że pan odkrył tajemnicę raka. Jestem dumna i szczęśliwa, że odkrycia tego dokonał Polak”! Cóż, ładnie powiedziane a ponieważ jej mąż miał stłuszczenie wątroby, ustaliliśmy termin wizyty u mnie. Pani profesor przywiozła ze sobą moją książkę którą jej zadedykowałem i wypełniłem Kartę Leczenia Kompleksowego dla męża. Nie widzieliśmy się potem nigdy, ponieważ wizyta u mnie jest jednorazowa.
Wielu ludzi twierdzi, że te badania są odkryciem tysiąclecia! I że za to odkrycie należy mi się nagroda Nobla. Istnieje prawdopodobieństwo, że nagrodę tą otrzymam.
Moje badania i obserwacje postanowiłem zebrać w czterech pracach naukowych:
- pierwszej na temat szkodliwości żył wodnych na ciało ludzkie,
- drugiej na temat związku braku witamin z przyczyną powstawania wszystkich chorób,
- trzeciej o tajemnicy raka,
- a czwartej o związku braku witamin z AIDS.
Nawiązałem kontakt z lekarzami Medycyny Alternatywnej Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych i Dalekiego Wschodu. I tak na przykład w Stanach Zjednoczonych jest wielu lekarzy, którzy odeszli od stosowania leków, chemii, promieniowania, chirurgii, etc. Zajęli się natomiast nieinwazyjnymi metodami leczenia, np. akupunkturą, akupresurą, homeopatią, ziołolecznictwem, itd. Ponieważ przez swoich kolegów „po fachu” nazwani zostali znachorami, utworzyli Związek Amerykańskich Znachorów (AQA – American Quack Association). Mają własne pisma, stacje radiowe i telewizyjne, przy pomocy których rozpowszechniają informacje o swojej działalności.
Po nawiązaniu kontaktu z tymi lekarzami, wysłałem im krótką informację o tym, że odkryłem tajemnicę raka. Dostałem mnóstwo listów z zapytaniami o metody leczenia. Zdecydowałem się więc wysłać moje prace naukowe do miesięcznika „Towsend Letter for Doctors” oraz do dwumiesięcznika „The Journal of Borderland Research” w USA. Obydwa czasopisma przedrukowały moje prace w skróconej wersji.
Poprzez amerykańskich lekarzy dotarłem do profesora A. Jayasuriya, przewodniczącego The Open International University for Complementary Medicines w Colombo w Sri Lance. Jemu również wysłałem swoje trzy prace. Po ich lekturze profesor Jayasuriya przyznał mi tytuł Doktora Nauk Przyrodniczych – ( D.Sc).. Z chwilą gdy profesor otrzymał moją czwartą pracę na temat związku braku witamin z chorobą AIDS, zarekomendował mnie do bardzo prestiżowej nagrody „Pax Mundi”, ufundowanej w 1962 roku przez ówczesnego sekretarza ONZ – Daga Hammarskjölda. W 1988 roku otrzymałem tę nagrodę jako radiesteta, a nie jako lekarz. Tak więc moje osiągnięcia naukowe zostały ocenione bardzo wysoko. W liście który otrzymałem, profesor A. Jayasuriya napisał: między innymi „(…) Drogi Zbigniewie, Twoje prace zasługują na nagrodę Nobla”. W roku 1990 za moje dokonania medyczne otrzymałem tytuł doktora Medycyny Alternatywnej M.D. (M.A.) a w roku 1998 otrzymałem tytuł „Visiting Professor”..
W roku 1991 otrzymałem list z Uniwersytetu Lafayette w USA, z prośbą o przesłanie moich prac. Tak też uczyniłem. Wkrótce uniwersytet ten przyznał mi tytuł doktora filozofii – (Ph.D.)
Prace, za które otrzymałem wspomniane wyżej nagrody, czytelnik otrzymuje w tej chwili, w formie książki „Odkryłem tajemnicę raka”. Bez żadnej fałszywej skromności muszę dodać, że niektóre sformułowania w niej zawarte, użyte zostały po raz pierwszy w historii ludzkości. Wiem o tym doskonale, że żaden czytelnik nie lubi różnych tabel, wykresów, diagramów, itp., ale te użyte w tekście uznałem za niezbędne. Wszystkie wytłuszczenia w cytatach – są moje.
Pragnę dodać, iż znajomość pierwszych trzech rozdziałów jest konieczna, aby zrozumieć w pełni rozdział ostatni – „Tajemnica raka”!
Szanowni Państwo oddaję do Waszych rąk książkę, w której zawarłem swoje prace naukowe oraz doświadczenia w leczeniu ludzi. Moja praktyka jest potwierdzeniem hipotezy, że nie ma chorób nieuleczalnych! Wszystkie można wyleczyć! Jeśli choroba powstała z przyczyn naturalnych, to w sposób naturalny można ją cofnąć.
Wielu moich pacjentów czytało moją książkę a na moje pytanie, czy ich zdaniem odkryłem tajemnicę raka, odpowiedzi były zróżnicowane, jedni twierdzili, że oczywiście tajemnicę tą odkryłem, inni mówili, że nie mogą tego stwierdzić, ponieważ nie mają wykształcenia w zakresie biologii. Są też i tacy, którzy nie wezmą książki do ręki, ponieważ ich zdaniem, nie może ona być „naukowa” w związku z czym nie może być prawdziwa i nie warto sobie nią głowy zawracać! Już wydali wyrok, nie zaznajomiwszy się z treścią! To tak, jak gdyby sąd wydał wyrok, nie wysłuchawszy obu stron.
Państwo będą mieli możliwość oceny mojego odkrycia.
Książka przetłumaczona jest na języki: angielski, niemiecki i hiszpański, jest więc możliwość wyboru języka. Szukam wydawców mojej książki na całym świecie.
Obecnie przygotowuję książki: „AIDS jest wyleczalny” oraz „Historia Medycyny Naturalnej”, które niebawem znajdą się w Internecie..
Zbigniew Wiśniewski
Prof. Dr Medycyny Alternatywnej,
Doktor Nauk Przyrodniczych,
Doktor Filozofii
Mistrz Radiestezji
Laureat „Pax Mundi“ w 1988r



